Przegląd strony i wycena — bezpłatnie, w jeden dzień roboczy

Przejdź do treści
netelo.
Szybkość · 2 min czytania

Ile realnie kosztuje wolna strona

Trzy sekundy ładowania brzmią niewinnie. Policzmy, ilu klientów to kosztuje w skali roku i skąd te sekundy się biorą.

„Strona się długo otwiera” to najczęstsze zdanie, jakie słyszymy w pierwszej rozmowie. Zwykle wypowiadane lekko, jako drobna niedogodność. Problem w tym, że to jedyna wada strony, którą da się przeliczyć na pieniądze dość dokładnie.

Skąd biorą się sekundy

W stronach małych firm hamulec jest prawie zawsze ten sam i prawie zawsze trójdzielny.

Zdjęcia, których nikt nie przygotował. Fotograf oddaje pliki po 6–8 MB każdy. Ktoś wrzuca je na stronę bez zmniejszenia. Przeglądarka na telefonie musi ściągnąć osiem takich plików, żeby pokazać stronę główną. To nie jest kwestia „wolnego serwera” — to 50 MB przesłane po to, żeby pokazać zdjęcia wielkości znaczka pocztowego.

Wtyczki, które zostały po drodze. Formularz, karuzela, kalendarz, dwie wtyczki do SEO, licznik odwiedzin, chat, którego nikt nie obsługuje. Każda dokłada swój kawałek kodu i ładuje się nawet na podstronach, gdzie nie jest używana.

Skrypty zewnętrzne. Piksel Facebooka, Google Analytics, mapa, czcionki z serwerów Google, widget opinii. Każdy to osobne połączenie z osobnym serwerem, na który nie masz wpływu. Jeśli któryś ma gorszy dzień, Twoja strona czeka.

Co się dzieje po drugiej stronie

Człowiek, który wchodzi na stronę z wyszukiwarki, nie ma z Tobą żadnej relacji. Nie czeka, bo nie ma na co czekać — obok jest pięć innych wyników.

Badania Google konsekwentnie pokazują ten sam kształt: przy wzroście czasu ładowania z jednej sekundy do trzech prawdopodobieństwo porzucenia strony rośnie o ponad połowę. Przy pięciu sekundach jest już blisko trzykrotnie wyższe niż przy jednej.

Przełóżmy to na Twoją skalę. Załóżmy 400 wejść na stronę miesięcznie z wyszukiwarki — to skromnie jak na lokalną firmę z ustawioną wizytówką Google. Jeśli strona ładuje się sześć sekund zamiast półtorej, tracisz około jednej trzeciej tych osób, zanim cokolwiek zobaczą. To 130 osób miesięcznie, około 1 500 rocznie.

Nie wszyscy byliby klientami. Ale nawet przy konwersji na poziomie dwóch procent i średniej wartości zlecenia 400 zł mówimy o kilkunastu tysiącach złotych rocznie, które nie wracają.

Dlaczego to nie jest oczywiste

Bo Ty swojej strony nie widzisz tak, jak widzi ją klient.

Wchodzisz na nią z biura, po światłowodzie, na komputerze, z przeglądarki, która ma już wszystko zapisane w pamięci podręcznej. Ładuje się w sekundę. Klient wchodzi z telefonu, w sieci komórkowej, po raz pierwszy w życiu — jego przeglądarka musi ściągnąć wszystko od zera.

To dlatego pomiar robimy zawsze na symulacji sieci komórkowej. Ta druga liczba jest tą prawdziwą.

Ile kosztuje naprawa

Zwykle mniej, niż ludzie zakładają, bo w większości przypadków nie trzeba przebudowywać strony. Przygotowanie zdjęć, usunięcie tego, co nie jest używane, ustawienie pamięci podręcznej i poprawki po stronie serwera zwykle sprowadzają sześć sekund do półtorej.

To praca na trzy do siedmiu dni roboczych. Warto ją zacząć od pomiaru — żeby wiedzieć, czy w Twoim przypadku w ogóle jest co naprawiać.

Chcesz sprawdzić, jak to wygląda u Ciebie?

Zmierzymy Twoją stronę i wyślemy raport z konkretami. Bezpłatnie i bez oddzwaniania „w sprawie oferty”.